Biebrza z Joe




   Chciałbym podzielić się kilkoma, wydaje się ciekawymi spostrzeżeniami z ostatniej mojej bytności w okolicy Dolistowa czyli "raju". Wody co niemiara. Przybiera cały czas i wylewa się na torfowiska. Biorąc pod uwagę obecny stan i przewidywane niedługo nadejście pory monsunów, nie wydaje mi się aby istniała realna szansa, na spadek poziomu jeszcze w tym roku. Tak więc jesienne szczupakowanie z brzegu i okonie na starorzeczach, stoi pod wielkim znakiem zapytania. Nawet wuj (człowiek już przecież niemłody) potwierdza, że nie pamięta, aby w przeciągu ostatnich dwudziestu lat, sierpień obdarzał takim bogactwem rzeki. Widać to bardzo dokładnie już od wejścia na most w Dolistowie. Ustawienie samochodu za nasypem, jest już praktycznie niemożliwe. Plażyczka pod mostem również niedostępna.
   Rozpoczęcie wyprawy na ryby trochę nas zszokowało. Piszę "nas" bo wycieczka z moim BRATE, od dawna już oczekiwana, doszła wreszcie do skutku. I dobrze, bo przydało się wsparcie człowieka, który ma papiery na wiedzę o rybach, a i wiedzę ma ugruntowaną (lata praktyki). Przy moście szok. Godzina może ósma, a pod mostem tysiące rybek, charakterystycznie "dziubkujących", krótko mówiąc szukających tlenu. Co jest grane? Woda zdawałoby się świeża, a okonie, ukleje, szczupaczki i inne duszą się. Jaka przyczyna? Drogą dedukcji doszliśmy do jakiegoś rozwiązania. Pierwsza przyczyna, to widoczne, niewielkie co prawda ilości oleju (czyżby spływająca do koryta woda z obmywanych zbiorników torfowych - na nich zawsze utrzymuje się lekka warstwa substancji ropopochodnych, chyba skutek rozkładu związków organicznych). A druga, choć może trudna do udowodnienia i nieco pokrętna teza, jednak możliwa, to to, że tak gwałtowny przybór wody o tej porze roku, spowodował zatopienie roślinności wodnej w Biebrzy i jednocześnie słabą przenikalność światła w głąb koryta - do roślin. To całe bogactwo biebrzańskiej roślinności, poza okresem nocnym, również w dzień, dopóki słońce nie zacznie wysoko operować, ssie tlen aż miło. Na potwierdzenie tej tezy może być to, że im bliżej południa tym zjawisko zaczęło ustępować. I całe szczęśie. Niestety ryby w rowach (zarośniętych, a co za tym idzie zacienionych), takiej poprawy warunków nie mają. Sam osobiście śnięć nie stwierdziłem, ale słyszałem, że w Brzozówce biało od narybku. Na wszelki wypadek wysłałem zgłoszenie do Parku.


   Po ominięciu stanowisk odrętwiałych rybek, w połowie drogi do Jesionowa rozpoczęliśmy łowienie. Warto było przedzierać się przez tymczasowe koryto rzeki wijące się wzdłuż zalanej żwirówki. Miejscami woda za kolana i tak aż praktycznie do "Jeziorka". Iść po tym, jak człowiek jest wypoczęty rano, to jeszcze całkiem niezła frajda, ale wrócić spod Jesionowa, po całym dniu łażenia w woderach (przy niezłym słońcu), to już zupełnie inna bajka. W każdym razie i tak się opłaciło. Klenie dopisały aż miło ! Czasami wychodziły niezłe bolenie (bielizną popularnie zwane). Trafił się zgrabny okoń i kilka przyzwoitych wzdręg. Ryby gryzły i był to chyba najlepszy wędkarsko dzień na Biebrzy w tym roku.


   Na Bagnach oczywiście cisza i spokój - wiadomo zalana droga, niemożliwe sianokosy. Korzystaliśmy z tego nie tylko my, ale i ptaki, które na zalanych łąkach mają niezłą wyżerkę. Boćki i żurawie zaczynają już swoje "odlotowe" spotkania, tak więc od klangoru miejscami było za głośno. Oczywiście żartuję. Zawsze mogę słuchać tego "złowieszczego" krzyku. Bieliki też już nas nie rajcowały - bo były praktycznie cały czas. Wiadomo kaczki są dalej w dużej ilości na rozlewiskach, tak i "czarownice" jeść mają co. Tradycyjnie już wieczorem przeniosły się nad naszymi głowami do Grząd, na spoczynek. Był także jeden orlik, nieprzyzwoicie białe czaple i wiele innych ptaków, które latały stadami, ale my byliśmy pochłonięci kleniami i smakowaniem samotności na tak rozległym łowisku. Na "Kuchence" byłem pierwszy raz przy zupełnym braku wiatru i tylko można żałować, że woblerkiem z brzegu nie dało się wszędzie dorzucić. Generalnie wyjazd na pięć plus.


Dzięki Brat. Może kiedyś poprawimy ?